wtorek, 28 września 2010

Słowo-twórstwo


Umykają dni, a tymczasem codziennie odkrywane są nowe słowa, a z nimi również - gry słowne. Niedawno Hania na prośbę dość jasno sformułowaną: włóż tenisówki, odpowiedziała pytaniem z gatunku kalamburów: Ale są przecież TEnisówki i TAMTEnisówki - to które włożyć?
Pora się przyznać publicznie do pewnej zbrodniczej praktyki - chodzimy z dziećmi od czasu do czasu do "restauracji innej niż wszystkie". McDonald's to bez wątpienia jedzenie niezbyt zdrowe, ale dość przewidywalne, że nie wspomnę o zabawkach w zestawach Happy Meal. Nasze dzieci z uporem godnym lepszej sprawy używają bardzo ciekawej nazwy tego przybytku kulinarnych rozkoszy. Jest to piękne - naszym zdaniem - spolszczenie - MAKDOJAD!!! A w miejscowniku zyskuje równie piękną, celownikową formę: byliśmy w Makdojadu :-)))

niedziela, 15 sierpnia 2010

Milutki kaliforek


Mamy nową nazwę potrawy i przede wszystkim nową metodę oceny wartości kulinarnych... Okazuje się bowiem, że atrakcyjność jedzenia można również ocenić przykładając je do policzka. Jeśli jest "milutkie" jak kaliforek (po polsku kalafior), możemy oczekiwać wspaniałych doznań smakowych. Ciekawe, że tego sekretu nigdy nie zdradzili na ekranie Robert Makłowicz i Pascal Brodnicki. Hmmm... pewnie robią to na zapleczu...

Dinobakcyl



Nie wiemy, czy udało nam się zarazić dzieci górskim bakcylem. Ale na pewno podziałał... dinobakcyl. Ostatniego dnia wakacji byliśmy w parku dinozaurów w Szklarskiej Porębie. Fantastyczne miejsce, bardzo duży teren pełen modeli prehistorycznych gadów w rzeczywistych rozmiarach, plac zabaw, gastronomia, a nawet kino 5D! Wszystko otwarto zaledwie miesiąc temu, więc w przewodnikach nie znaleźliśmy o Dinoparku żadnej wzmianki. Naprawdę warte odwiedzenia!
A dinobakcyl? Gdy przed powrotem do domu zapytaliśmy dzieci, co im się najbardziej podobało na wakacjach, uslyszeliśmy: "Dinioziauji!"

Karkonosze




Wróciliśmy z gór... Nie było może idealnie (bo pogoda w kratkę i ośrodek pozostawiał sporo do życzenia), ale i tak było pięknie. Wbrew opiniom niedowiarków z 3-latkami można chodzić po górskich szlakach. Dotarliśmy do 5 (!) schronisk - w każdym z nich elfiątka zdobywały pieczątkę zaświadczającą ich dotarcie do celu...
Czy będą wracały w góry? Przyszłość pokaże.

środa, 21 lipca 2010

Dzieci rosną ;-)

Każdy dzień przynosi kolejne odcinki kabaretowe z elfiątkami w rolach głównych. Ostatnio Filip po prostu zamurował tatusia, kiedy zapowiedział mu, że jutro (to słowo nie jest precyzyjnym określeniem i oznacza bliższą lub dalszą przyszłość) pójdziemy na lody i piwo. Z kolei Hania stwierdziła, że jej ukochany miś-dzidziuś będzie wymiotował, więc musi mieć torebkę. Na moje pytanie - "skąd miś wie, że musi wymiotować do torebki?" odpowiedziała z wielkim przekonaniem: bo ma taką opcję...

A w ramach multimedialnych nowinek wierszyk w wykonaniu elfiątek:

środa, 23 czerwca 2010

Brzechwa elfom


Dzieci zaczęły od niedawna przerzucać się cytatami z wierszy Brzechwy, które już od dawna im czytamy. Gdy się bawią, często słyszymy więc "zmykaj stąd, bo będę gryzł", albo "dzik jest dziki". Wszystko przebiła ostatnio jednak Hania, która pytana o to, co działo się w przedszkolu odpowiedziała: "NIC CI NIE POWIEM BOŚ TY PLOTKARZ..."

poniedziałek, 14 czerwca 2010

urodziny i przyległości


Ostatnie dni należały do dość nerwowych: od ponad pół roku na miniony weekend (11-13 czerwca) planowaliśmy wyjazd na zlot bliźniąt. W związku z tym przełożyliśmy imprezę urodzinową dzieciaków na tydzień wcześniej, zaplanowaliśmy urlopy itp. I cóż? Dzień przed zlotem u dzieci zdiagnozowano ospę :-(
Z wyjazdu nici, pozostał żal i niedosyt. Na dodatek strach, że tydzień wcześniej maluchy zaraziły niepełna roczne Maje: Marzenki i Beaty. Czy rzeczywiście zaraziły? To się okaże za dni parę...
A z przyjemniejszych wiadomości: przyjęcie urodzinowe dzieci udało się świetnie. Dostały mnóstwo prezentów. Filip dostał bramkę do piłki nożnej. I teraz na pytanie co robicie odpowiadają: GOLIMY (tzn. strzelamy gole :-))