wtorek, 16 lutego 2010

Czy ziązie lubią kepucie?

Poznawanie mowy dzieci to zajęcie fascynujące, chociaż podszyte mgnieniem smutku. Skąd ten dziwny paradoks? Bo wiele słów z ich narzecza bezpowrotnie znika, ustępuje miejsca poprawnym, słownikowym wyrażeniom. Już prawie nie pamiętamy, że jednym z pierwszych słów namiętnie używanych przez Hanię było "sia", czyli "sama". Ale w końcu to naturalna kolej rzeczy, wielką radością napełniają nas wszystkie ich sukcesy i odkrycia. Ale dla potomności warto zapisać kilka wyrazów z tajemnego języka małych elfów.
Wspominałam już "kapkę z linką". Kulinarnym tropem podążając trafiamy na piękne słówko "KEPUĆ", czyli ketchup. Ale to w końcu tylko jeden z wielu przykładów... Są jeszcze "ZIĄZIE" (węże), "OMIANA" (czyli zamiana), czy wreszcie "BIMBIM" (czyli brumbrum, eeee.... właściwie samochód). Tylko wymowy słówka, które w języku naszego Filipa oznacza "przepraszam", żadne z nas nie jest w stanie przyswoić...

tym razem nie o dzieciach


Zima atakuje od wielu tygodni... Tym razem jednak przesadziła: mieliśmy tak dużo śniegu na dachu, ze Dorocie zaczął przeciekać sufit!!!
No i dzisiaj trzeba było wydać kilkaset złotych na panów którzy zrzucili śnieg z dachu. Teraz na trawniku mamy Mount Everest....
A na zdjęciu na pierwszym planie właśnie śnieg zrzucony z dachu - a dalej huśtawka ogrodowa - zasypana sniegiem aż po ławkę...

poniedziałek, 15 lutego 2010

karnawałowo

Karnawałowe ostatki tuż tuz wiec ilość bali dla najmłodszych rośnie :-)
W sobotę byliśmy na balu u Alicji, a wczoraj na balu organizowanym przez sulejówecki klub mam. Ale się działo....
A jutro bal w przedszkolu - dzieciaki już się nie mogą doczekać :-)

I z innej beczki: dzieci nauczyły się w przedszkolu śpiewać "Sto Lat" i śpiewają teraz przy lada okazji: "sto lat, sto lat żyje nam". Pytam: kto niech nam żyje? A małe odpowiadają zdziwione: Stolat :-)
Nic dodać, nic ująć.

środa, 3 lutego 2010

Nocne lęki...

Filip odkąd skończył pół roku przesypia całe noce. Hania od zawsze spala źle. Tłumaczyłam sobie, że potrzeba jej więcej czasu, ze to się zmieni, że dorośnie. Niestety od kilku tygodni mamy w nocy dramat: Hania zaczyna płakać, nie jest do końca obudzona ale ma otwarte oczy, biega po domu, nie da się dotknąć, chowa w kąt... Nie mogę jej w żaden sposób pomóc - mogę tylko czekać aż to minie... Po kilkunastu/kilkudziesięciu minutach mała nagle mówi żeby ją wziąć na ręce i wtula sie we mnie jak małpka... I tak noc w noc...
Jutro idziemy do psychologa i chociaż nie bardzo wierze w realną pomoc, to staram się być dobrej myśli. Może coś doradzi?
Moja kochana córeczka...

sobota, 23 stycznia 2010

Woda to skarb

Dziś Babcia przyszła do nas podlać roślinki na klatce schodowej, bo jakoś nam zawsze wypada z głowy... Przyszła do kuchni napełnić konewkę, na co Hania ostro zaprotestowała mówiąc:
- To nasza woda!
Po chwili dodała:
- Czemu bierzesz naszą, skoro masz swoją u siebie?
Mina Babci - bezcenna... Na szczęście, za chwilkę i Hania, i Filip podeszli do niej z wyimaginowanymi butelkami i podarowały jej mnóstwo bezcennej, NASZEJ, wody...

poniedziałek, 18 stycznia 2010

same się bawią!

Minął zwykły weekend, jakich wiele. Wypełniony drobnymi obowiązkami i przyjemnościami, kilkugodzinnymi wyjazdami. I nagle - w niedzielne popołudnie, gdy K. siedział przed komputerem, a ja robiłam w kuchni sałatkę okazało się, że nasze dzieci WRESZCIE potrafią zająć się sobą. Same wymyśliły sobie zabawę, same ja zaaranżowały, wspólnie się śmiały i prześcigały w pomysłach. Obecność rodziców nie była konieczna. Mieliśmy kilkanaście/kilkadziesiąt minut oddechu od dzieci.
I z jednej strony bardzo się cieszę, a z drugiej rozumiem już przyjaciółkę Asię, która mi powtarza od czasu do czasu: korzystaj z tego, że dzieci żądają twojej obecności i uczestnictwa w swoim życiu codziennym. Bo lada dzień wrócisz do domu z pracy i okaże się, że oni mają swoje życie i że twoja obecność nie jest konieczna. Czyżby ten dzien miał nadejść wcześniej, niż mi się wydaje? Mam nadzieję, że nie...
Efektem ubocznym samodzielnej zabawy dzieci była konieczność mycia podłogi w łazience i suszenia ukochanego misia Filipa, gdyż zabawa jaką sobie wymyśliły polegała na wykąpaniu tegoż misia. Co prawda wody do wanny nie wlały ale wrzuciły do niej wszystkie zabawki z którymi się kąpią na codzień. A w niektórych z nich była woda... Ale to niewielka cena za pół godziny spokoju :-)

A jutro Wielki Dzień: przedstawienie z okazji Dnia Dziadka i Babci w przedszkolu. mma nadzieję, że dziadkowie zjawią się w komplecie (tak jak obiecywali). Poza dziadkiem Piotrkiem, który dzisiaj rano pojechał w trasę...

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Wszystkiego Najlepszego w 2010 roku


Święta i Sylwester za nami... Było miło, rodzinnie, choć i emocji nie zabrakło (tydzień przed świętami, rozchorował się Filip, dzień przed wigilią moja siostra, a 30 grudnia Hania). Ale wszystko dobrze się skończyło, wczoraj nawet na sanki się wybraliśmy. Teraz powrót do szarej rzeczywistości i pobudek o 5.30. Ech, życie...